Zamień „muszę” na „mogę” i popraw jakość życia

Złapałam się ostatnio na tym, że najbardziej denerwuję się, gdy coś „muszę”. To słowo to u mnie wytrych, który otwiera litanię marudzenia i wątpliwości. Muszę oddać książki do biblioteki, zapisać się do dentysty, zacząć pić wodę z cytryną rano, iść wcześniej spać, zrobić porządek, wyprasować ubrania, zapłacić rachunek za telefon, zadzwonić do rodziców… lista wydaje się nie mieć końca, myśli latają wokół głowy jak stado wściekłych os. Muszę, muszę!  Najłatwiej mieć wywalone na wszystko, wystawić się za margines życia i udawać, że pewne sprawy nas nie dotyczą. Jednak, jako dorosła kobieta wiem, że prędzej czy później dopadną nas konsekwencje. Dlatego pomyślałam, że spróbuję oszukać swój mózg i w prosty sposób poprowadzić myślenie innymi torami. Postanowiłam zamienić „muszę” na „mogę”. Czy odczułam różnicę?

Pewnie, że tak! Zobacz, przygotowałam dla Ciebie przykład:

„Muszę iść jutro do pracy” – znowu to samo, ta nudna robota, dużo obowiązków, siedzenie w biurze, rozmowy telefoniczne, nie chce mi się;

„Mogę iść jutro do pracy” – mam pracę, w której zarabiam pieniądze, a dzięki temu stać mnie na wiele rzeczy; mam pracę, w której mogę się rozwijać i zdobywam cenne doświadczenie, mogę iść do pracy, chociaż wielu kobietom nie wolno pracować; mam przywilej pracy, nie jestem chora ani niepełnosprawna; dzięki pracy mogę mieć własne pieniądze i być niezależną kobietą i najważniejsze: mogę również iść do pracy, bo mam prawo wyboru.

Widzisz różnicę? Dam Ci jeszcze jeden przykład:

„Muszę odwiedzić babcię” – no tak, mama znowu nie może podjechać do babci, padło na mnie, pewnie znowu będzie opowiadała swoje nudne historie zawsze te same; miałam iść ze znajomymi do kina, a muszę jeszcze ugotować dla niej obiad, masakra!

„Mogę odwiedzić babcię” – cieszę się, że moja babia wciąż żyje i jest na tyle sprawna, że może mnie przywitać w swoim mieszkaniu; mogę ją odwiedzić i ugotować dla niej obiad; wiem, że tym prostym gestem sprawię jej przyjemność.  

Jedno słowo „mogę”, które sprawia, że znika przymus. Odzyskuję kontrolę nad swoim życiem i znowu jestem panią swoich decyzji. Co więcej, to, że coś „mogę” to również mój przywilej i dobra wola. To naprawdę wybuchowa mieszanka, która sprawia, że zawsze czuję się lepiej, gdy zamiast „muszę” użyję „mogę”,  nawet jeśli to oznacza, że będę sama siebie poprawiać i pilnować. Świadomość, że tyle rzeczy mogę robić, jest obezwładniająca. Wyzwala we mnie poczucie ogromnej wdzięczności i sprawia, że od razu doceniam to, co mam.

Zamiana myślenia to potężne narzędzie, które pomoże Ci  w praktykowaniu wdzięczności. Doceń, to, że masz tyle możliwości, tyle ścieżek, którymi możesz pójść. W Twoich rękach leży decyzja, czy podejdziesz do matury, zapiszesz się na studia, zaczniesz kurs języka obcego, czy wyjedziesz na wymianę studencką za granicę. Od Ciebie zależy, czy przygotujesz się do egzaminu prawo jazdy, czy pójdziesz na kawę z kolegą ze studiów i zapiszesz się do biblioteki. Świat stoi przed Tobą otworem. Pewnie większość rzeczy, o których marzysz, będzie wymagała od Ciebie zainwestowania pieniędzy.  Pamiętaj, że MOŻESZ podjąć dodatkową pracę, dorabiać w weekendy lub dni wolne od zajęć, opiekować się dzieckiem sąsiadki, czy udzielać korków z angielskiego i zdobyć kasę, by zrealizować swoje marzenia. Uwierz, że możesz i pamiętaj, nic nie musisz.

Advertisements
Featured

Dlaczego założyłam bloga?

Pod koniec października 2016 roku postanowiłam sięgnąć do klasyki literatury. W pochmurne i ciemne listopadowe dni przeżywałam losy Jane Eyre, błąkałam się po Wichrowych Wzgórzach, nie mogłam uwierzyć, że Anna Karenina rzuciła się pod pociąg – jednym słowem: działo się. Naprawdę, z całego serca polecam nadrabianie zaległości w czytaniu klasyków latem, kiedy niebo jest niebieskie, ćwierkają ptaki i człowiekowi po prostu chce się żyć.
Po skończeniu maratonu czytelniczego wróciły myśli o tym, kim właściwie chcę być w życiu. Jestem magistrem zarządzania ze specjalnością małe i średnie przedsiębiorstwa i handlowcem z niemal 10-letnim doświadczeniem. W wieku 26 lat dotarło do mnie, że nie wiem, co chcę zrobić. Wiesz, że według statystyk ludzie z naszego pokolenia – dzieci lat 90. przebranżowią się w swoim życiu zawodowym co najmniej 4 razy? Wychodzi na to, że jeszcze będziesz kupowała ubezpieczenie samochodu od swojej fryzjerki 😉
A tak serio, nie miałam pojęcia, w czym jestem dobra. Kilka dni zastanawiałam się, co sprawia, że dobrze się czuję, co mnie napędza i co naprawdę lubię robić w życiu. Takie zastanawianie się: “gdybym mogła wybrać tylko jedną rzecz, która będzie moim zajęciem – co by to było?” Wyszło, że pisanie zawsze było bliskie mojemu sercu. Pasja została zagłuszona na kilka lat, ale wróciła do mnie. To make the long story short, zostałam raczkującym copywriterem. Do końca życia będę wdzięczna wspaniałym ludziom z Agencji, którzy wzięli mnie pod swoje skrzydła i zaopiekowali się, ucząc podstaw rzemiosła. Od tego czasu działam na kilku frontach, a moje teksty możesz przeczytać na przykład w cudownym magazynie https://www.themothermag.com. Moje życie odkąd zaczęłam pisać to pasmo wdzięczności i ogromna lekcja pokory. Każdego dnia dziękuję, że mogę robić to, co daje mi wiele radości i satysfakcji. Uwielbiam pisać, dzielić się dobrymi radami, wiedzą i opowiadać historie.
Pomysł na założenie bloga towarzyszył mi od dawna, ale łączenie dwóch etatów i życia prywatnego sprawia, że często wznoszę się na wyżyny własnych możliwości. Uważam jednak, że jeśli to, co piszę, może wpłynąć na życie chociaż jednej osoby, skłonić kogoś do refleksji, czy po prostu wywołać uśmiech, to warto dołożyć jedną pozycję do tygodniowego grafiku. Zapraszam do czytania i z ogromną tremą życzę Ci miłej lektury!